Translate

sobota, 29 października 2016

(zapis 47) Pierwszoligowy król


W naszym kraju fanów La Liga, Premier League, Ligue 1, Bundesliga, Serie A jest pewnie całe mnóstwo. Na szczęście rodzima Ekstraklasa nie jest pomijana - choć chciałoby się, ażeby poziom sportowy dorównywał infrastrukturze stadionowej oraz marketingowemu opakowaniu. A co z ligowym zapleczem? Przeciętny miłośnik piłki raczej nie poświęca mu specjalnej uwagi (jeśli w ogóle jakąkolwiek). To tylko moja hipoteza badawcza, acz myślę, że odzwierciedla stan rzeczywisty. Delektowanie się najsmakowitszymi kąskami, a nie codzienną i słabo przyprawioną zupą, jest normalne. Nie krytukuję więc takiej postawy, lecz poszerzam horyzonty. Dziś napiszę coś o polskiej Pierwszej lidze (dawniej nazywanej Drugą), bo coś takiego istnieje :) Mówiąc ściślej, głównym przedmiotem analizy będzie zespół, który na tym poziomie rozgrywek ma najbardziej zaszczytne miejsce.
Mowa o Piaście Gliwice. Rozegrali łącznie 35 sezonów i nie muszę mówić, że żadna inna drużyna w swoim CV nie ma podobnego osiągnięcia. To nie wszystko. Przez dziewiętnaście lat z rzędu (edycje od 1971 do 1989) rywalizowali na zapleczu Ekstraklasy - co również stanowi swoisty rekord. Z pewnością sympatycy śląskiego klubu woleliby mięć podobne wyczyny na wyższym szczeblu, ale skoro nie ma co się lubi... Piast powstał świeżo po Drugiej Wojnie Światowej. Inspiratorami byli repatrianci spod Lwowa, a więc miejsca wybitnego dla Polaków. "Najbardziej polskie z polskich miast" było bardzo zasłużone na niwie piłkarskiej. Legendarna Pogoń Lwów wiele lat wstecz sięgnęła po cztery mistrzostwa i trzy wicemistrzostwa kraju! Nie dość powiedzieć, że sam Kazimierz Górski był rdzennym Lwowianinem. Wydawało się, że to dobry prognostyk dla przyszłych sukcesów Piasta, lecz stanęło na drugoligowych bojach. Przez szereg dekad tylko marzono o ligowej śmietance. Ustępowali innym wielkim śląskim markom z Chorzowa, Zabrza, Bytomia oraz Katowic. Stanowili tło.
Tabela (od lewej): lokata, klub, punkty oraz bilans bramkowy.
Lepsze czasy nastały w 2007 roku. Wówczas polskim piłkarstwem wstrząsnęła afera korupcyjna. Degradacje i kary nakładane na zespoły były smutną normalnością. Jak się z czasem okazało, promocję do awansu uzyskiwały aż cztery pierwsze zespoły z Drugiej ligi. Uśmiech historii i szansa dla tych z drugiego szeregu. Piast Gliwice spisywał się na przestrzeni całego sezonu znakomicie. Bardzo długo znajdował się w czubie klasyfikacji, także na pozycji lidera (łącznie dziesięć kolejek). Ku rozpaczy "Niebiesko-Czerwonych" przed decydującą rundą spadli z trzeciej na piątą pozycję, w konsekwencji porażki przed własną publicznością z przeciętnym GKS Jastrzębie (1:2). W decydującym starciu spotkali się z warszawską Polonią i nawet ewentualne zwycięstwo mogło nic nie dać. Po bramce Piotra Petasza gliwicka ekipa triumfowała i czekała na wieści z innych stadionów. Radość była ogromna, gdy Znicz przegrał na wyjeździe z Podbeskidziem 0:1, choć długo był bezbramkowy remis (podział punktów był dla Pruszkowian korzystny). W klasyfikacji końcowej Piast, Arka i Znicz zdobyli po 62 punkty, z których najlepszy bilans bezpośrednich pojedynków miał Piast. Korupcyjna zawierucha była dla śląskiego zespołu podwójnym profitem. Prócz dużej liczby drużyn awansujących - też ukarano ujemnymi punktami taką Arkę czy Podbeskidzie. Gdyby decydowała jedynie postawa na boisku, to oba kluby przeskoczyłyby Piast w tabeli! Szczęścia pełna fura, która dała wymarzoną Ekstraklasę. I jeszcze drobna aluzja odnośnie strzelców tamtej edycji. W czołówce znaleźli się niejacy Robert Lewandowski oraz Sławomir Peszko :D
Tam dwa sezony grania i powrót na zaplecze. Ponownie dwa sezony boju o powrót i znowu się udało. Piast w 2012 roku wygrał całe rozgrywki, uzyskał ekstraklasowe bilety i do dziś tam jest. Nie tak dawno gliwicka ekipa sensacyjnie wywalczyła tytuł wicemistrzowski. Długo zanosiło się nawet na jeszcze większy sukces, ale przytrafiła się mała "zadyszka", a Legia włączyła "drugi bieg". Powracając na temat pierwszoligowy (w znaczeniu drugi poziom ligowy). W historii tych zawodów sięgających wręcz 1920 roku, można wyróżnić ósemkę najbardziej zasłużonych. Oprócz omawianego Piasta znajdują się w niej: Zawisza Bydgoszcz, Lechia Gdańsk, Górnik Wałbrzych, Arka Gdynia, Stal Stalowa Wola, Hutnik Kraków oraz Polonia Bytom. Gdyby nie ostre pikowanie Zawiszy, klub ten pewnie trochę zwiększyłby swoje osiągnięcia (jak na razie walczy w Klasie B). Dodam tylko, że żadna z wymienionych drużyn obecnie nie gra w Pierwszej lidze - blisko jest Piast, Arka i Lechia będące w Ekstraklasie oraz bytomska Polonia (Druga liga).
Tabela (od lewej): klub, sezony, mecze, zwycięstwa oraz strzelone bramki.
Pora kończyć. Miło było skreślić trochę słów o ligowym zapleczu w naszym kraju i fajnie jakby ktoś spoglądnął przychylniejszym okiem w tym kierunku. A dzieje się tam wiele! Szykuje się wielki powrót Zagłębia Sosnowiec i wiecznie drugiej "Gieksy" Katowice. A może awans przypadnie klubowi z Chojnic bądź Nowemu Sączowi (czterech przedstawicieli z Małopolski w najwyższej klasie rozgrywkowej jeszcze nie było!). Obecny lider ze Sosnowca ma ostatnio prawdziwy zawrót głowy. Niedawano opuścił ich trener Magiera, zastąpiony przez speca od awansów Mandrysza (pomógł Termalice i Piastowi). A na murawie padają rezultaty typu 5:4, 3:5 i 3:3. Tymczasem dziękuję za cierpliwość. Czołem! :-D

poniedziałek, 17 października 2016

(zapis 46) Echa klęski. Najgorsze zespoły w historii Ligi Mistrzów


Zrobiło się niewesoło. Legia Warszawa dostała mocno "po pupie" od Borussii Dortmund i sprowadziła polskich kibiców mocno na ziemie. Wcześniej co prawda pisałem, że będąc autsajderem grupy nie ma presji wyniku, ale takowa pojawiła się. Obrót spraw zmierza w bardzo nieprzyjemnym dla naszego futbolu kierunku. Teraz potrzebujemy jak tlenu choćby jednego wywalczonego punktu i zdobycia bramki. W przeciwnym bądź razie Mistrza Polski czeka pozycja w czubie klasyfikacji najgorszych klubów w dziejach Champions League! Zaczynamy ocierać się o piłkarską infamię i śmieszność. Wizja ta z każdym kolejnym występem Legii staję się coraz bardziej realna.
--  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --
Opis tabeli (od lewej): lokata, nazwa klubu, kraj pochodzenia klubu, ilość zdobytych punktów, bilans bramkowy (strzelone : puszczone), sezon. Znak wykrzyknika (!) oznacza, że osiągnięcia klubu miały miejsce w tzw. "drugiej fazy grupowej".
Zamieszczona powyżej klasyfikacja stanowi dzisiejsze clue. Ukazane są tam wszystkie drużyny, którym nie udało się w fazie grupowej zdobyć choćby jednego punktu, a więc przegrali wszystkie możliwe mecze. Gwoli bycia precyzyjnym, o Lidze Mistrzów możemy mówić od sezonu 1992/1993 (wcześniej istniał Puchar Europy). Dotychczasowy model rozgrywek był przestarzały. Rywalizacja przebiegała na zasadzie mecz-rewanż, gdzie zwycięzca przechodził do następnej rundy, a przegrywający odpadał. W nowej formule pojawiła się faza grupowa, która zwiększała atrakcyjność. Grupy są czterozespołowe, a każdy z członków rozgrywa po sześć spotkań (trzy na swoim terenie oraz trzy na terenie rywala). Ilość uczestników Ligi Mistrzów na przestrzeni lat sukcesywnie wzrastała, na początku było ich tylko 8 (dwie grupy), zaś obecnie jest ich aż 32 (co przekłada się na osiem grup). Przez cztery edycje (2000-2004) działała systemowa nowinka - dwie fazy grupowe. Eksperyment trwał krótko, pewnie z uwagi na zbyt dużą liczbę rozgrywanych spotkań (zwycięzca całej edycji miał "w nogach" o cztery mecze więcej, aniżeli obecnie). I słów kilka o punktacji. Zwycięstwo nagradza się trzema punktami (dawniej dwoma), remis jednym punktem, a za porażkę nie przyznaje się ani jednego punktu. Mniej więcej tyle. Wracając do tematu, jak widać w tabeli siedemnaście klubów reprezentujących piętnaście nacji, zakończyło mecze grupowe z kompletem porażek. Przedstawiciela Polski tam nie ma, lecz sytuacja ta może w grudniu ulec drastycznej zmianie... Oby nie. Przewijają się za to takie kraje, jak Francja i Hiszpania, będąc sporą zadrą w ich futbolowym wizerunku. Nie mogą szczycić się także inni (Rosja, Chorwacja, Turcja), konfrontując klubowe "wyczyny" z siłą narodowej reprezentacji. Natenczas tytułem najgorszej ekipy Ligi Mistrzów obdarzyć można Dinamo Zagrzeb, które pięć lat temu sprawowało się mizernie.
Opis tabeli (od lewej): lokata, nazwa klubu, kraj pochodzenia klubu, ilość zdobytych punktów, ilość strzelonych bramek, różnica między strzelonymi a puszczonymi bramkami, sezon.
Teraz ranking alternatywny. Tutaj pogrupowałem drużyny wedle nieco innego klucza. Promowane są ekipy o większej "zdobyczy pozytywnej", a ten enigmatyczny zwrot odnosi się do bramek trafionych swym przeciwnikom. Zasada jest prosta: im jest ich mniej tym gorsze miejsce w zestawieniu. Dotychczas tylko jeden zespół zakończył zmagania bez punktu oraz gola - izraelski Maccabi Hajfa (2009 rok). Ich gra nie była aż tak bardzo katastrofalna, gdyż swe mecze przegrywali minimalnie. Bramki jednak nie strzelili żadnej i wstyd za nimi się ciągnie. Blisko tego byli ich lokalni przeciwnicy z Tel Awiwu rok temu, ale udało się im  strzelić "karniaka" w czwartej kolejce.
Opis tabeli (od lewej): lokata, nazwa klubu, kraj pochodzenia klubu, ilość straconych bramek, sezon.
Klasyfikacja najgorszych defensyw. Tutaj bezkonkurencyjny jest białoruski hegemon, BATE. Średnia czterech goli na mecz może wywoływać rumieniec na twarzach jego sympatyków. Wygląda to jeszcze gorzej jak spojrzy się na zestaw rywali. Nic nie ujmuję Athletic Bilbao, FC Porto oraz Szachtarowi Donieck, jednakże nie są to jacyś mocarze. Ich największym pogromcą okazał się Szachtar, z którym w dwumeczu było aż 0:12! Patrząc na dane widać, że gros przypadków miało miejsce po 2009 roku, czyli po wprowadzeniu tzw. "Reformy Platiniego". Jak już kiedyś mówiłem, obowiązujące prawo jest gwarancją udział w rozgrywkach dla części europejskich "średniaków". Jaki z tego płynie wniosek? Stworzona dla "planktonu piłkarskiego" furtka niesie za sobą pewne konsekwencje. Z jednej strony dodaje cenny koloryt, z drugiej strony cierpi ranga imprezy.
Opis tabeli (od lewej): lokata, nazwa klubu, kraj pochodzenia klubu, ilość trafionych bramek, sezon.
Największa indolencja strzelecka? Grafika bardzo wymowna, pokazująca drużyny które nie zdołały strzelić choćby "brameczki". Oprócz wcześniej wspomnianego Maccabi, jest nim wielkie Deportivo La Coruña i tyle. Stwierdzenie "wielkie" nie jest wcale prześmiewcze. Hiszpanie zdobyli tytuł mistrzowski w 2000 roku, a przez cztery kolejne sezony nie schodzili z ligowego podium. Zdobyli także krajowy puchar. Drużyna ta na początku 21 wieku przeżywała piękny czas. Niestety, europejska porażka boleśnie go zakończyła (zdobyte dwa punkty nie mogą być pociechą).
Opis tabeli (od lewej): lokata, nazwa klubu, kraj pochodzenia klubu, ilość zdobytych punktów, różnica między strzelonymi a puszczonymi bramkami, sezon.
Konsekwencją słabej postawy w obronie jest również rekordowo wielka, ujemna różnica bramek BATE Borysów. Tuż za ich plecami plasuję się Malmö FF z sezonu 2015/2016. W trzech pierwszych kolejkach radzili sobie dzielnie. Udało im się raz zwyciężyć, a z potęgami przegrywali w małych rozmiarach. Kryzys przyszedł w meczach rewanżowych, gdzie bilans był smutny (0:17!). Metą zmagań grupowych była deklasacja z Realem Madryt, z którym licznik straconych goli zatrzymał się na ośmiu.
Opis tabeli (od lewej): lokata, nazwa klubu, kraj pochodzenia klubu, ilość zdobytych punktów, bilans bramkowy (strzelone : puszczone), sezon.
Przechodzimy na spotkania domowe. Powyżej lista zespołów, dla których własny teren wcale nie jest specjalnym atutem. Polacy uchodzą za naród bardzo gościny, jednak nasi południowi sąsiedzi nas w tym chyba przewyższają, przynajmniej na niwie piłkarskiej. Zawodnicy z Żyliny grali przed swoją publiką nader bojaźliwie, statystycznie dwa razy gorzej aniżeli na wyjeździe (prawie zremisowali z Chelsea FC). Swoje zrobiła klęska 0:7 z Olympique Marsylia. I tak skończyło się w granicach przyzwoitości, gdyż wynik ustalony został po ledwo godzinie rywalizacji. Paradoks, że piętnaście dni wcześniej na Stade Vélodrome było jedynie 0:1. Nie będę się już nad nimi pastwił, ponieważ nie godzi się kopać leżącego :) Dodam tylko, że na podium znalazł się taki Anderlecht, będący jednak całkiem fajną marką.
Opis tabeli (od lewej): lokata, nazwa klubu, kraj pochodzenia klubu, ilość zdobytych punktów, ilość strzelonych bramek, różnica między strzelonymi a puszczonymi bramkami, sezon.
Kończę zestawieniem z drużynami bez punktu oraz gola na własnym obiekcie. I tu mamy sensacyjnego lidera, którym jest Villarreal. Coś tym Hiszpanom zdarzyły się "wpadki". Jestem przyzwyczajony, iż FC Barcelona, Real Madryt, Atlético Madryt czy Sevilla FC świetnie radzą sobie na międzynarodowej arenie, więc takie przypadki tylko urastają w moich oczach. W sumie tylko cztery ekipy nie potrafiły u siebie niczego zdobyć.
--  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --  --
Ten post jest swego rodzaju przestrogą dla piłkarzy, włodarzy i kibiców Legii Warszawy (także ogólnopolskich). Jesteśmy cztery kroki do epokowego blamażu. Najbliższe mecze z "Królewskimi" będą jeszcze trudniejsze niż dotychczasowe, z kolei mecz w Dortmundzie jest wyzwaniem nawet dla tych najlepszych. Czy ostatnia nadzieja w rewanżu ze Sportingiem? Liczymy na grudniowe warunki atmosferyczne? Należy wziąść się do ciężkiej pracy i poskładać drużynę. Co gorsza, trzeba chyba postawić na ligę, gdyż miejsce w tabeli do tego determinuje. Choć od dawna słyszę, że Legia ma szeroką ławkę... Jeśli tak, to powinni sobie spokojnie radzić na obu frontach. Niestety, nasz eksportowy zespół już przeszedł do niechlubnej historii. Nikt tak źle nie rozpoczął udziału w Champions League, ulegając 0:6 u siebie. Celtic Glasgow zaznał niedawno goryczy jeszcze większej, lecz 0:7 z FC Barceloną w Katalonii mimo wszystko jest wartościowsze. Podobną sytuację co Legia, miały niegdyś wyłącznie pewne dwa tureckie kluby - więcej przegranych u siebie różnicą co najmniej czterech trafień, po prostu nie było. Bardzo słabo. Pora choć trochę nawiązać do wyczynów naszych przedstawicieli sprzed dwudziestu już laty. Dziękuję za obecność i do następnego. Czołem! :-D

czwartek, 22 września 2016

(zapis 45) Najlepsi strzelcy w historii piłki nożnej


Czym byłby ten sport bez bramek? Odpowiedź jest oczywista - niczym. Największą sławę i pieniądze zyskują właśnie ci gracze, którzy odpowiadają za ich zdobywanie (ewentualnie ich kreowanie). Najlepiej gdyby były piękne oraz po wspaniałych akcjach, lecz przede wszystkim liczy się ilość. Nic przecież nie da uzyskanie trzech urodziwych goli, skoro przeciwnicy będą mieli ich cztery. I w ogóle nie jest ważne, że dwa z rzutów karnych, po błędzie bramkarza oraz "samobóju" obrońcy. Priorytetem jest zwycięstwo. Tym razem o najskuteczniejszych w dziejach futbolu. Pasjonaci skrupulatnie zajęli się tematem i już wiadomo, kto jest w "golleadorowej" czołówce.
Poniżej zamieszczone zostały trzy tabele. W pierwszej są przedstawieni najskuteczniejsi ligowcy. Uwzględnione są tylko te trafienia, jakie padały w ramach najwyższej klasy rozgrywkowej. Dla przykładu: w Polsce byłaby to Ekstraklasa, a I liga bądź niższe ligi już nie. Jeżeli jakiś gracz występował w wielu krajach, to bramki zdobyte w tamtejszych rozgrywkach są uwzględniane. W tej kategorii "granicą marzeń" jest 500 goli, która daje miejsce na podium wszech czasów, zaś 400 miejsce wybitne. Okres badawczy rozciąga się aż od 1888 roku do lat współczesnych. Dane pochodzą od Międzynarodowej Federacji Historyków i Statystyków Futbolu (IFFHS) i są bardzo aktualne (10 września 2016 roku). Grubszą czcionką oznaczonych zawodników aktywnych zawodowo, których osiągnięcia jednak wymagają głębszej weryfikacji. W drugiej tabeli są trafienia z meczów oficjalnych. Można zauważyć wyodrębnienie się pierwszej "piątki", ma wyraźną przewagę nad pozostałą resztą. Zestawienie oparte na pracy fundacji RSSSF i dotyczy stanu na dzień 14 września 2016 roku. Wreszcie trzecia tabela - wszystkie bramki. Tutaj wartości mogą wywołać zawrót głowy, gdyż mowa o tysiącu goli. Informacje te również zaczerpnięte od zasobów RSSSF.
Z obecnych zawodników tylko Messi i Ronaldo dorównują osiągnięciom strzeleckim najlepszych w historii. Co prawda, Ibrahimović jest blisko bariery 300 ligowych goli, ale jest już wiekowy i nieco odstaje poziomem od młodszych kolegów. Ich wyczyny warte uznania, wszakże grają w jednej z czołowych lig europejskich. Trudniej przecież strzelać w Hiszpanii, aniżeli w takiej Gwatemali czy Singapurze (można tam mówić o amatorskim graniu). Dlatego też niektórzy spoglądają na te klasyfikacje "z przymrużeniem oka". Rankingi tego rodzaju mają jednakże wielki walor -> pełnią rolę ponadpokoleniowego wyścigu. Koniec. Czołem! :-D

sobota, 17 września 2016

(zapis 44) Wybrane niusy z ostatnich miesięcy


Ostatnio w świecie piłki dzieje się mnóstwo, oj dzieje. Trudno mi było przejść obok tak wielu tematów, zatem postanowiłem część z nich objąć jednym artykułem. Wychodzę tym samym na przeciw własnemu charakterowi, wszakże tli mi się w umyśle wiele wątków (często do siebie nieprzystających), na które mam co nieco do powiedzenia. O wewnętrzną podaż tym łatwiej, gdyż nasz futbol ma teraz dobrą koniunkturę. W porządku. Poniżej znajduje się pakiet dziesięciu ważnych wydarzeń, które miały miejsce po 31 grudnia 2015 roku (jak również prognozowanie najbliższej przyszłości). Start!
* * * *
Turniej goni turniej
Zagadnienie szerokie, więc postaram się streszczać. W minionych miesiącach widzieliśmy poczynania reprezentacji na trzech wielkich imprezach, kolejno: Copa América, EURO oraz Igrzyska Olimpijskie (turnieje piłkarskie kobiet i mężczyzn). Nie dość powiedzieć, że taka sytuacja zaistniała wcześniej tylko raz (2004 rok). Było emocjonująco na każdym z "frontów". Obie Ameryki wspólnie świętowały stulecie słynnego czempionatu. Rekordowa liczba 16 ekip i USA gospodarzem - to zapamiętamy na długo. Już faza grupowa obfitowała w niespodzianki. Brazylia oraz Urugwaj musiały wracać do domu po trzech meczach. Zeszłoroczni finaliści spotkali się w swoim meczu inaugurującym i Argentyńczycy udanie zrewanżowali się Chilijczykom (2:1). Wspomniana Reprezentacja Chile wyglądała niezbyt przekonująco, acz w ćwierćfinale ukazała moc (7:0 z Meksykiem). Argentyna od początku prezentowała się świetnie. W drodze do finału wszystkie spotkania wygrała, strzelając aż 18 bramek i tracąc ledwo 2. Zwłaszcza półfinał dawał do myślenia: 4:0 z zawsze groźnymi USA. Decydujące starcie o tytuł i sławę stoczyły ze sobą Argentyna i...Chile. Mimo widocznej przewagi "Albiceleste" nikt nie zdobył gola z gry i doszło do serii rzutów karnych. Ich przebieg był dramatyczny. Chile znowu lepsze, a wielkim pechowcem był Messi, który nie wykorzystał pierwszej "jedenastki". Smutny heros zaskakuje cały futbolowy świat ogłaszając zakończenie kariery reprezentacyjnej. Gorycz zrozumiana, wszakże w ostatnich pięciu edycjach Argentyna przegrała czwarty finał! Najlepszym zawodnikiem został Alexis Sánchez. W międzyczasie odbywają się Mistrzostwa Europy. Na wstępnym etapie swój udział zakończyły takie solidne zespoły jak: Austria, Rosja, Szwecja, Rumunia i Ukrainy (wszystkie zajęły ostatnie miejsca w swych grupach, nie odnosząc ani jednego zwycięstwa). Furorę robiła mała Islandia, świetnie prezentowała się Walia, nad wyraz dobrze Węgry i dzielnie Albania. Francuzi (gospodarze) nie zachwycali i rozkręcali się z każdą następną potyczką. Podobnie rzecz miała się z Niemcami, którzy jednak od pamiętnych Mistrzostw Świata z 2014 roku wydają się być "przymuleni". Mająca mocną kadrę Belgia miała tylko epizody doskonałej gry i znowu nie spełnili pokładanych w nich nadziei (ćwierćfinał). Hiszpańska dominacja została ostatecznie zastopowana. Najpierw z Chorwacją przegrali rywalizację o pierwszeństwo w grupie, aby w 1/8 być znacząco słabsi od Italii (0:2). Ostatecznym triumfatorem okazała się Portugalia. To spore zaskoczenie, jeśli obserwowało się ich postawę na przestrzeni całego turnieju. Grali brzydko, siłowo i wydali się bardzo męczyć. Ich lider - Cristiano Ronaldo - był niewidocznych, trudy sezonu odegrały swoją rolę. Paradoksów multum. Kompleksy Portugalii (z Francuzami) i Niemiec (z Włochami) wreszcie się zakończyły, którzy też pudłowali z rzutów karnych jak nigdy. Na długo w pamięci pozostanie doping islandzkich fanów, rzuty z autów ich pupili i sensacyjne rozstrzygnięcie z Anglią (2:1). Podobnie z rzekomym konfliktem Casillasa z del Bosque, żywiołowymi reakcjami selekcjonerów Włoch, Turcji i Rumunii oraz atakiem ciem na stadion. Przebita futbolówka i rozdarte koszulki szwajcarskich piłkarzy wywołują rechot. Masowy kankan podczas ceremonii otwarcia zaś rumieniec na twarzy. Niestety, nie obyło się od bulwersujących wydarzeń. Rosyjscy "kibice" przez kilka dni niszczyli Marsylię. Ponoć bito nawet kobiety i wiekowych ludzi, a jedna osoba miała ponieść śmierć. Brak słów... Nie obyło się bez pięknych goli, pośród których wyróżnię trzy: Payeta przeciwko Rumunii, Hamšíka w starciu z Rosją i chyba najpiękniejsza autorstwa Shaqiriego przeciw Polsce. Zakończę rodzimymi wątkami. Biało-Czerwoni grali tak jak przez lata oczekiwaliśmy. Wreszcie wygrali spotkanie i wyszli z grupy. Zaszli do 1/4 i pozostaje lekki niedosyt, po była realna szansa na finał. "Na plus" dziwi postawa defensywy, przez co traciliśmy mało goli. Niestety "w przodzie było" gorzej. Rozumiem, że Lewandowski wspomagał zespół w obronie, ale nie może uznać tego EURO za świetne w jego wykonaniu. Na osłodę strzelił goli Portugalii już w 2 minucie - jeden z najszybszych w historii tej imprezy. Forma życia Pazdana, świetny był Fabiański (z bronieniem "karnych" gorzej), wytrzymał psychicznie Kapustka, a Krychowiak bardzo aktywny. Błaszczykowski zagrał bardzo dobre zawody i moja sympatia do niego jeszcze wzrosła (przestrzelona "jedenastka" nie ma dla mnie znaczenia). Od Grosickiego oczekiwałem więcej, a Milik raził nieskutecznością. Zieliński dostał szansę i ją całkowicie zaprzepaścił, ale to wina strefy mentalnej zawodnika. Wielkim wygranym okazał się...sędzia, Szymon Marciniak. Radził sobie całkiem całkiem, dostąpił zaszczytu prowadzenia meczu fazy pucharowej, a później był sędzią technicznym (w tym jeden z półfinałów). W dużym uproszczeniu turniej dla Polski udany. Jeszcze nieco o olimpijskich zmaganiach futbolistów. U kobiet sensacyjna porażka USA - "dominatorki" po raz pierwszy nie przywiozą do domu medali. Szwedki grały nadspodziewanie dobrze i dopiero uległy w finale. Zwyciężyły Niemki. Brazylijki zgodnie z tradycją nie zdobyły wymarzonego złota, co więcej, Kanada wywalczyła medale z najmniej cennego kruszcu. Drużyna z "Kraju Klonowego Liścia" jakiś czas temu dołączyła do globalnej czołówki, więc ten sukces jest naturalną konsekwencją. U mężczyzn wreszcie lata hańby za Brazylią, która zdobyła tytuł. Radość tym większa, gdyż w finale zrewanżowali się Niemcom za niedawny Mundial. Gospodarze zaczęli imprezę od dwóch bezbramkowych remisów i spadła na nich ostra krytyka. Neymar jednak sprostał roli kapitana i poprowadził młodych kolegów do historycznego zwycięstwa. Argentyna i Meksyk odpadły już w grupach. Sensacyjny Honduras uplasował się na 4 miejscu. Warto wspomnieć o pogromie w spotkaniu Niemiec z Fidżi. Rezultat 10-0 jest najwyższym od 1964 roku. Oj, rozpisałem się trochę, a wstępna koncepcja była zgoła inna :/ Obym się poprawił w dalszych "łamach".
* * * *
Transferowy zawrót głowy
Piłka nożna to także biznes. Rynek transferowy ostatnimi czasy szaleje i dokonano wiele spektakularnych przepływów graczy do nowych klubów. Wielką "bombą" była wiadomość o zmianie barw Gonzalo Higuaína. Były już gracz SSC Napoli był wart aż 90 mln €. Suma kolosalna, wydająca się nieco na wyrost. Kontrowersje wzbudza kierunek przenosin, jakim był rodzimy rywal i ligowy potentat. Czyżby znana z Bundesligi taktyka osłabiania rywali? Bramkostrzelny Argentyńczyk znalazł się wówczas na trzeciej pozycji w klasyfikacji najdroższych (kupionych) zawodników w historii futbolu. Stał się w ogóle najcenniejszym nie-Europejczykiem i "przedmiotem" najwyższego transferu w ramach jednej ligi. Jest też rekordowym zakupem włoskiego zespołów. Niecałe dwa tygodnie później, 8 sierpnia, doszło do czegoś jeszcze większego. Gruchnęła wieść, że Paul Pogba przenosi się do Anglii za 105 mln €! Oznacza to absolutny rekord świata i detronizację o pięć "baniek" Garetha Bale z Realu Madryt / 2013 rok. Doceniam talent francuskiego kreatora gry, lecz znowu mam nieodparte wrażenie przepłacenia. Mój osąd jest naznaczony postawą tego gracza podczas niedawnego EURO, na którym nie zachwycił. Jak na razie daleko mu do Zidane czy Platiniego. Za Pogbą przemawia młody wiek (rocznik 1993) oraz regularny progres jego formy. Warto zwrócić uwagę na pewny światowy trend. Chiny stają się gospodarczą potęgą i zamarzyły sobie silne piłkarstwo. Ich liga ściąga do siebie coraz bardziej znane nazwiska, nierzadko słono płacąc. Tym razem przeszli samych siebie kupując dwóch Brazylijczyków, występujących dotychczas w klubach wschodniej Europy. Mowa o Hulku (prawie 56 mln oraz Alexie Teixeira (50 mln €). Hałas zrobił też Ibrahimović. Już wcześniej było wiadome, że po doskonałym sezonie zmieni otoczenie. Wybrał ligę angielską i zostanie kumplem Pogby. Przeszedł do nowego klubu na zasadzie wolnego transferu, więc nie będzie żadnego rekordu (na pocieszenia - bodaj do niego należy tytuł najdroższego piłkarza świata wg sumy wszystkich transferów). Na Wyspach Brytyjskich będzie zarabiał tygodniowo ponad milion złotych (w przeliczeniu na naszą walutę). Polacy też "nie próżnowali". O możliwej zmianie zameldowania Lewandowskiego (Real Madryt) i wielkiej kasie mówiono wiele, ale na tym skończyło się. Zadowalająca postawa podczas Mistrzostw Europy pewnie przekonała włodarzy kilku klubów do zatrudniania futbolistów znad Wisły. Mistrz Anglii przedłużył umowę z Wasilewskim i kupił utalentowanego Kapustkę. Bliskie było przejście na tamtejszy rynek "Grosika" (na horyzoncie była też La Liga), ale nic z tego. Najbardziej aktywne były Francja i Włochy. Najpierw "włosy jeżyły się na głowie", gdy Krychowiak wraz z trenerem zamienili Sevillę na PSG. W przeciekach pojawiało się nawet 45 mln €, jednak z czasem wartość ta skurczyła się. Do końca nie wiadomo za ile przeszedł do Paryża, ale szacuje się że ok. 30 mln € (plus spore nagrody za przyszłe sukcesy). Tym samym 3 lipca Krychowiak stał się najdroższym polskim piłkarzem w dziejach (do tej pory był nim Jerzy Dudek). Inni: Rybus "ląduje" w Olympique Lyon, Glik w Monaco (11 mln €), zaś Stępiński przywdzieje trykot Nantes. Serie A zaczyna się "polonizować". W dniu 1 sierpnia Milika kupuje SSC Napoli za 32 mln € i mamy nowy rekord! Do drużyny z Neapolu, nie bez "ale", trafia też Zieliński. Linetty ma już debiut w Sampdorii za sobą. Półwysep Apeniński opuszcza (wypożyczenie) za to Wszołek i od teraz będzie reprezentował QPR. Co jeszcze? Teodorczyk zamienia Ukrainę na Belgię, a Wilczek gra z powodzeniem w Brøndby Kopenhaga. Wreszcie rynek niemiecki: powrót Błaszczykowskiego i sportowy awans Rafała Gikiewicza (-> SC Freiburg). Powodzenia.
* * * *
Koniec ery Bogusława Cupiała
"Król kabli" powiedział dość. Po 18-stu latach Bogusław Cupiał zdecydował się sprzedać Wisłę Kraków. Niewątpliwie kibice "z Reymonta" mogą darzyć tego człowieka ogromnym uznaniem i wdzięcznością. Klub w latach dziewięćdziesiątych nie prosperował najlepiej. Spędził dwa sezony w niższej lidze, także sytuacja finansowa nie była najlepsza. Wszystko zmieniło przyjście nowego sponsora, który miał wielkie aspiracje. Nastał czas Wisły. Na "krajowym podwórku" dominowali, sięgając po osiem tytułów mistrzowskich, cztery wicemistrzowskie, dwa Puchary Polski czy jeden Superpuchar Polski. Przez ponad pięć lat nie znaleźli pogromcy na własnym obiekcie (73 spotkania!). Na arenie międzynarodowej pamiętamy spektakularny występ w Pucharze UEFA (sezon 2002/2003). Za kadencji Henryka Kasperczyka zespół doszedł do 1/8, pokonując takie uznane marki jak Parma i Schalke 04 oraz minimalnie ulegając Lazio. Przez te wszystkie lata przez klub "przelało się" mnóstwo rozpoznawalnych nazwisk, np. Żurawski, Frankowski, Szymkowiak, Sobolewski i Baszczyński. Nic to, marzenie Cupiała o podboju Ligi Mistrzów zatrzymały się już w przedbiegach. Drugą sporą porażką był brak budową infrastruktury okołoklubowej (baza szkoleniowa i treningowa) i skupiano się na krótkoterminowych planach, czytaj "na teraz". Cupiał wzbogacił się na produkcji kabli i światłowodów. Stworzył swoiste imperium, mając czołową firmą w Europie. Bywał w "dziesiątce" najbogatszych Polaków, ale od pewnego czasu jego majątek bardzo kurczy się. Stąd też ostatnie wyczyny Wisły odbiegają znacząco od oczekiwań jej sympatyków. W ostatnim sezonie dopiero 9 lokata (najgorsza w erze Cupiała), a zanosiło się na jeszcze gorszy wynik (nawet spadek). Łatwiej więc było o decyzję pozbycia się akcji. Końcem lipca klub zyskał nowych właścicieli i...szkoda nawet gadać. Słynny Marek Citko "wycofał się rakiem" z całej inwestycji po wybuchu afery kryminalnej jego biznesowego partnera. Na dzisiaj Wisła jest ostatnia w tabeli Ekstraklasy i naprawdę ciężko o optymizm nad jej przyszłością.
* * * *
Leicester City FC sensacyjnym mistrzem
To nie miało prawa się wydarzyć. Kolejny raz życie pokazało, iż umie przewyższyć ludzką wyobraźnię. Oto "przeciętniak" mający bić się o utrzymanie w elicie, zawstydza wszystkich i wygrywa. Taki mniej więcej scenariusz napisało Leicester City FC w niedawnym sezonie Premier League. Niespodzianka czystej wody. Jest to zdecydowanie największy sukces w dziejach klubu ze środkowej Anglii. Dotychczas było nim wicemistrzostwo z 1929 roku (do tego kilka finałów w krajowym pucharze, ale żaden bez ostatecznego triumfu). Ba, jeszcze w sezonie 2008/09 występowali dopiero na trzecim szczeblu rozgrywek! Także czternasta lokata z 2015 roku nie mogła zapowiadać czasu glorii. "Ojcem sukcesu" był trener, Claudio Ranierii. Włoch podjął się nowej misji w lipcu zeszłego roku, po nieudanym epizodzie z Reprezentacją Grecji (zwolniony po klęsce z Wyspami Owczymi). Opuszczenie zespołu przez filar środka pola, Cambiasso, prognozowało spadek jakości. Odpowiedzialni za sprawy transferowe jednak nie zawiedli i do klubu zawitał Kanté (Francja), Mahrez (Algieria), Fuchs (Austria) i Okazaki (Japonia), którzy później odegrali istotne role. W składzie zostały takie postacie jak bramkarz Kasper Schmeichel (jego ojcem jest Peter), a przede wszystkim Jamie Vardy. Ów napastnik robił prawdziwą furorę. Strzelał gole w każdym z pierwszych jedenastu ligowych gier, ustanawiając rekord. Został wybrany najlepszym piłkarzem sezonu i w ogóle najlepszym angielskim graczem roku. W nagrodę pojechał na Mistrzostwa Europy, ale tam było nieco gorzej. Nieważne. Warto również powiedzieć, że od 2013 roku zawodnikiem "Lisów" jest Marcin Wasilewski, lecz nie jest on wiodącym graczem. Bardzo wymowne są informacje dotyczące pieniędzy, a ściślej mówiąc wartości rynkowej. Otóż, na dzień 1 sierpnia 2015 roku (niedługo przed pierwszą kolejką) piłkarze z Leicester - wg pewnego znanego portalu - łącznie warci byli 78 mln €. Była to piętnasta pozycja na dwadzieścia w Premier League. Na półmetku rozgrywek (1 styczeń 2016 roku) wartość ta wzrosła o kolejne 22 mln €, co przełożyło się na pozycję nr czternaście. Coś jest z prawdy w sloganie "pieniądze nie grają". Niedawno szeregi klubu powiększył nasz utalentowany Kapustka i zobaczymy jak sobie poradzi. Może pójdzie w ślady wielkich ikon angielskiego futbolu, którzy są z klubem blisko związani. Mowa o Garym Linekerze oraz legendarnych golkiperach: Gordonie Banksie i Peterze Shiltonie. Zacne grono.
* * * *
Pelé nie dostąpi olimpijskiego zaszczytu
Któż był najodpowiedniejszy do symbolicznego otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro? Odpowiedź nasuwa się sama - Pelé. Legendarny gracz "Canarinhos" nie spełnił jednak oczekiwań, a na przeszkodzie stanęło zdrowie. Całkiem niedawno temu przeszedł operacje biodra (wstawienie protezy stawu biodrowego) i jego kondycja fizyczna nie pozwalała na trudy udziału w imprezie. „Nie jestem w fizycznym stanie wziąć udział w ceremonii otwarcia” - oświadczył główny zainteresowany. Odczuwa bóle mięśniowe, chodzi o lasce oraz ma problemy ze wstawaniem z krzesła. W ostatnich latach Pelé jest zaznajomiony ze szpitalnym wiktem. Miał kłopoty z prostatą, usunięto mu kamienie nerkowe i trafił na OIOM w wyniku zapalenia dróg moczowych. Niemniej, pozostał lekki niesmak z wcześniejszą wypowiedzią legendy piłki. Wówczas tłumaczył swoją przyszłą absencję w olimpijskiej uroczystości...wymogami sponsorskimi. Jedynie w tym roku kalendarzowym o genialnym Brazylijczyku jest naprawdę głośno. Na ekrany kin wszedł film biograficzny "Pelé. Narodziny legendy", w czerwcu otrzymuje od MKOL order olimpijski, żeni się po raz trzeci ze sporą młodszą kobietą, dochodzi do pojednania z Diego Maradoną, pozywa znaną firmę elektroniczną za bezprawne użycie wizerunku i wreszcie wielka aukcja. To ostatnie wydarzenie jest warte opisania. Na początku czerwca doszło w Londynie do spektakularnej licytacji. "Pod młotek" poszło ok. dwa tysiące osobistych pamiątek piłkarza, w tym takie rarytasy jak: replika Pucharu Świata (Puchar Julesa Rimeta), koszulka reprezentacyjna o nr 10, trzy złote medale Mistrzostw Świata czy piłką, którą zdobył tysięcznego gola w swojej karierze. Przyniosło to rekordowe zyski, jakieś 4,5 mln €, z których część trafiło do chorych dzieci. Wracając do głównego wątku, pech Pelégo oznaczał dostąpienie wielkiego zaszczytu przez kogoś innego. Typowano Gustavo Kuertena, ale kandydatura byłego lidera tenisowego rankingu ATP, okazała się "zasłoną dymną". Ostatecznie znicz olimpijski zapalił maratończyk Vanderlei de Lima, który niegdyś stracił w dramatycznych okolicznościach niemal pewny złoty medal.
* * * *
Hiszpania rządzi
Mówi się, iż najlepszą piłkarską ligą świata jest Premier League. Ja należę do mniejszości, która uważa trochę inaczej. Sport jest wymierny i można takie opinie łatwo zweryfikować. Świetnym wyznacznikiem są międzynarodowe rozgrywki z sukcesami tam wywalczonymi. Z tego punktu widzenia na hiszpańskie kluby nie było mocnych w ubiegłym sezonie. Zarówno w Lidze Mistrzów i w Lidze Europy triumfowały drużyny iberyjskie. Ba, tak jest od trzech lat! Zacznę od zaplecza. Na dzień dzisiejszy przeprowadzono siedem imprez pt. "Liga Europa" i aż pięć z nich zakończyło się hiszpańskim zwycięstwem. W zeszłej edycji niewiele zabrakło, aby rywalem Sevilli była ich dobra znajoma z La Liga, czyli Valencia. Akurat taka sytuacja miała miejsce w Champions League. Mało tego, tytuł najlepszego zespołu w Europie był wewnętrzną batalią Madrytczyków! Derby Realu z Atlético to prawdziwy ewenement, zwłaszcza że dokonali tego dwa razy w przeciągu trzech sezonów. Ku rozpaczy podopiecznych Simeone znowu górą był bardziej utytułowany przeciwnik. Hiszpanie wygrywali te rozgrywki w sumie 9-krotnie (od sezonu 1992/93) i pod tym względem są liderem. W dwudziestym pierwszym wieku ich wyczyny wyglądają jeszcze bardziej okazale: wygrywali aż 7-krotnie, dalej są Włosi i Anglicy (po 3 razy). Przyczynę dominacji można upatrywać w tandemie Barcelona-Real, który napędza siebie nawzajem i jak widać podnosi jakość całej reszty. Czy dobra passa z wolna dogorywa? Unaoczni to wiosna oraz kolejne odsłony rozgrywek.
* * * *
Liga Mistrzów wreszcie polska
Wreszcie udało się wejść do tej mitycznej Ligi Mistrzów. Dwadzieścia lat oczekiwania i wystarczy. Wiem, że teraz powinienem piać z zachwytu nad Legią, lecz byłoby to śmieszne. Nasza eksportowa drużyna od początku sezonu nie gra najlepiej. Coś posypało się po odejściu trenera Czerczesowa, a jego następca jak na razie nie znalazł optymalnego rozwiązania. A skoro jest tak źle, jak więc awansowali do najbardziej prestiżowych dla klubów rozgrywek? Nie tak dawno rozpisywałem się w tym temacie, więc krótko. Jest to efekt niewyobrażalnego szczęścia (przy rozstawieniu oraz losowaniu) plus nieoceniona wręcz zmiana przepisów. Od siedmiu lat parę miejsc gwarantuje się "średnim" federacjom, takim jak PZPN. Zakrawa więc o paradoks, że tak grający Mistrz Polski będzie grał pośród najlepszych, a w przeszłości zdecydowanie mocniejsze zespoły jedynie "obywały się smakiem". No cóż, takie jest życie. Nie będę pastwił się nad Legią, powiem tylko, iż do poprawy mają niemal wszystko. Boiskowi rywale są naprawdę zacni. Real i Borussia Dortmund są gigantami poza zasięgiem gros drużyn na świecie. Niby portugalski Sporting wydaje się być parę półek niżej, lecz takie myślenie tylko szkodzi. Jakby nie było, zajęli w lidze drugą pozycję, zdecydowanie górując nad trzecim FC Porto. Sam ten fakt pokazuje trudne zadanie "Wojskowych", którzy zakończą zmagania grupowe grudniowym starciem z tą drużyną (na własnym stadionie). Na polskim klubie nie ciąży żadna presja, każdy punkt i gol będą wartością dodaną. Już osiągnęli sukces sportowy oraz finansowy. Dla samych piłkarzy oprócz spełnienia osobistych ambicji, będzie to "okno wystawowe" dla przyszłych pracodawców. Już widzę jak trzymający poziom Pazdan, przechodzi do przyzwoitego klubu z Bundesligi. My kibice jesteśmy w sytuacji komfortowej. Nawet ewentualna seria porażek nie wywoła szerokiego zacisku szczęk, bo dużych oczekiwań nie ma. Powodzenia!
* * * *
Nowy sternik FIFA
FIFA sięgnęła dna. Najważniejsza piłkarska organizacja na świecie ma od dawna mizerną prasę. Zarzutów względem niej uzbierało się trochę, rozciągające się od spraw względnie lekkich (skostniałość struktur, brak unowocześnień) po kryminalne (korupcja). "Czarę goryczy" przelała afera z udziałem byłego już przewodniczącego organizacji, Josepha Blattera. Szwajcara zawieszono w październiku ubiegłego roku (w czerwcu zrzekł się stanowiska) i czekano na jego następcę. Realną opcją miał być Platini, który sam pozbawił się szans w rywalizacji (rażące naruszenie zasad etycznych; na lata odsunięty od władzy). Finalnie kandydowali: Salman Bin Ibrahim Al-Khalifa (Katar), Jérôme Champagne (Francja), Książę Ali Al Hussein (Jordania) oraz Gianni Infantino (Szwajcaria). Wybory odbyły się 26 lutego w Zürichu podczas Nadzwyczajnego Kongresu FIFA. W decydującym głosowaniu (druga tura) zwyciężył dość nieoczekiwanie Infantino, przed faworyzowanym Al-Khalifą. Kim jest nowy zarządca? Do tej pory sympatyczny Infantino kojarzony był z losowań (mistrz ceremonii) i od 2009 roku funkcji sekretarza generalnego UEFA. Osobiście jest żonaty, posiada czwórkę dzieci, włada wieloma językami, ma podwójne obywatelstwo, lubi Serie A oraz charakteryzuje się lśniącą glacą. Czy uzdrowi futbol światowy? Nie będę oryginalny - nie mam pojęcia. Oczywiście jest stosunkowo młody (46 lat) i siłą rzeczy powinien mieć świeższe spojrzenie na wiele spraw, aniżeli jego niesławny poprzednik. Deklaruje dość gruntowne reformy. Cała organizacja ma być bardziej demokratyczna i większą rolę niż dotychczas ma pełnić Rada FIFA. Duży nacisk ma być kładziony na zwalczanie korupcyjnych patologi (m.in. lepsze kontrole finansów działaczy) oraz wzrost znaczenia kobiet. Zawieranie umów ma być bardziej przejrzyste, zaś zasady transferowe uproszczone. Pojawiają się "okrągłe" hasła o "odbudowie reputacji" czy "rozwoju piłki". Są też konkrety: zwiększenie Mistrzostw Świata z 32 do 40 reprezentacji oraz korzystanie podczas meczów z nowinek technologicznych. To ostatnie zagadnienie nawet zaczyna raczkować. Po raz pierwszy w historii użyto zapisu wideo przy spornych sytuacjach (wrześniowy pojedynek towarzyski Włochy-Francja). Niemniej, Infantino nie jest nikim nowym w środowisku i ma opinię biurokraty. Wyciekły też dokumenty o jego rzekomym łapówkarstwie. Byłoby pięknie, jakby "stajnia Augiasza" została wreszcie doprowadzona do "stanu używalności".
* * * *
Intensywny czas Messiego
Bardzo cenię i jestem sympatykiem tego piłkarza. Jakkolwiek ustanowienie Lionela Messi bohaterem odrębnego wątku ma jak najbardziej zasadne podstawy. Geniusz piłki ma za sobą bardzo intensywny czas. Sukcesy przeplatały się z gorzkimi sytuacjami. Zacznę od bardzo lekkiego motywu, czyli fizycznego imaż. Messi przefarbował włosy na blond i zapuścił długi zarost. Nie ma się nad czym rozwodzić, ale zmiana warta odnotowania. W maju świat obiegła informacja sądzenia piłkarza i jego ojca, o oszustwa podatkowe względem hiszpańskiego państwa. Chodzi o kilka milionów € niezapłaconego podatku z lat 2007-2009. Na początku lipca wydano wyrok: obu panu uznano winnych, skazano na 21 miesięcy pozbawienia miesięcy (nie wykonano) i zarządzono łączną grzywnę w wysokości przekraczającej 3 mln €. Afera nie jest nowa i wybuchła trzy lata temu. Wówczas tak jak i teraz piłkarz tłumaczył się niewiedzą, dobrowolnie wypłacając "skarbówce" ok. 5 mln €. Ukrywanie dochodu w tzw. "rajach podatkowych" nie popłaca. Wziął udział w historycznej Copa América, podczas której został najskuteczniejszym strzelcem w historii Reprezentacji Argentyny (55 bramka). Po przegranym finale, sfrustrowany ogłosił zakończenie kariery reprezentacyjnej. Wywołało to szok u fanów i głosy zachęcające do zmiany decyzji. Już tydzień później pojawiły się informacje o jego powrocie, zaś 12 sierpnia "emerytury" oficjalnie już nie było. Lionel zagrał 1 września w eliminacjach globalnego czempionatu przeciwko Urugwajowi i strzelił jedynego gola. Nie tak dawno temu zabrakło dla niego miejsca w finałowej trójce w plebiscycie UEFA na najlepszego gracza sezonu. A jest to zdarzenie rzadkie. Na "otarcie łez" uznano jego bramkę za najlepszą w sezonie.
* * * *
Rosnące apetyty polskich fanów
Mamy powody do zadowolenia. Do końca roku jeszcze trochę pozostało, a już można go uznać za świetny dla polskiego piłkarstwa. Główną dumą są Mistrzostwa Europy. Najpierw świetne eliminacje, podczas których po raz pierwszy ograliśmy Niemców (2:0) oraz uzyskaliśmy awans na imprezę docelową. Teoretycznie nie przegraliśmy tam ani jednego spotkania i zaszliśmy do ćwierćfinału. Dopiero w karnych zastopowali nas późniejsi triumfatorzy, Portugalczycy. Na słowa uznania zasługuje przede wszystkim postawa w obronie, która do tej pory była naszą najsłabszą stroną. Nie uszło to uwadze kilku mocnym klubom europejskim, zatrudniający naszych piłkarzy. Polacy nie dość, że trafili do zespołów o wysokiej marce, to jeszcze tam grają i zdobywają gole. Nie pamiętam kiedy ostatnio było aż tak dobrze. Deserem będzie Liga Mistrza z udziałem polskiej drużyny, a "crème de la crème" starcia z wielkim Realem Madryt. Jeszcze większym wydarzeniem może być zwycięstwo w tych rozgrywkach klubu, z Polakiem w składzie. Gol w finale i tytuł "króla strzelców"? Jest to w zasięgu Lewandowskiego. Teraz przed nim i jego kumplami z kadry start eliminacji do Mistrzostw Świata 2018. Niestety, pierwszy mecz był falstartem. Nie chcę nawet słyszeć wymówek o kiepskim podłożu i agresji przeciwników. Być może przyniesie to orzeźwienie, które na koniec wyjdzie nam na dobre. Przed podopiecznymi Nawałki trzy ważne spotkania (Dania, Armenia, Rumunia) i minimum siedem punktów trzeba w nich zdobyć. W przeciwnym bądź razie nasza sytuacja bardzo się zagmatwa. Nie zapominajmy też o prestiżowej dla nas imprezie w 2017 roku. Zorganizujemy młodzieżowe Mistrzostwa Europy i już "zacieram ręce". Młodzi zawodnicy pierwszej Reprezentacji deklarują chęć przyjazdu, a mowa o takich nazwiskach jak Milik, Zieliński, Kapustka czy Linetty. I wspomnę o jeszcze jednym wielkim osiągnięciem, tym bardziej że nieoczekiwanym. Nasi piłkarze plażowi uzyskali awans na Mistrzostwa Świata! W decydującym pojedynku pokonali utytułowanych Rosjan, dzięki czemu jadą na Bahamy. Brawo chłopaki i czekamy na więcej!
* * * *
Na tym zakończę ten swoisty sprint informacyjny. Jesień obfituje w ogrom futbolowych emocji, więc na nudę kibic nie może narzekać. Pomysłów mi nie brakuje na dalszą wirtualną działalność, lecz nie zdradzę co zamieszczę w następnym poście. A jego publikacja powinna rychło nastąpić. Dziękuję. Czołem! :-D

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

(zapis 43) Radość vs Pokora


Lepiej być chyba nie mogło. W niedawny piątek (5 sierpnia) w szwajcarskiej miejscowości Nyon odbyło się losowanie decydujących rund w Lidze Mistrzów oraz Lidze Europy. Polskich kibiców interesowało zwłaszcza pierwsze z nich. Wszystko za sprawą Legii Warszawa, która jako ostatnia z naszych klubów ostała się na "placu boju". Jak napisałem na samym początku, dobierane kulki były dla nas nadzwyczaj szczęśliwe. Drużyna Dundalk FC brzmi jak prezent podany na złotej tacy w anturażu wszechobecnych fanfar.
Staram się jednak mocno stąpać po ziemi. Sport uczy pokory, zwłaszcza nasi piłkarze, którzy w ostatnich latach nie rozpieszczali nas specjalnie. Rodzime drużyny przez ostatnie 19 edycji bezskutecznie próbowały wedrzeć się do fazy grupowej Ligi Mistrzów. W tym czasie swoich przedstawicieli na tym etapie posiadały takie futbolowe "potęgi" jak Białoruś, Słowenia, Finlandia, Słowenia, Bułgaria, Węgry czy Kazachstan. Niemal dwadzieścia lat hańby. Słowa te nie są przesadzone, bo dostawały się kluby których budżet jest mniejszy od Legii czy Lecha bądź porównywalny. Jak widać pieniądze nie grają - nieco ironizuję. Czego więc zabrakło? W mojej opinii dwóch rzeczy: szczęścia i charakteru. Trzeba uczciwie przyznać, że nasze kluby trafiały na wielkie tuzy piłkarskiego świata. Aż trzykrotnie na naszej przeszkodzie stanęła FC Barcelona, a raz Real Madryt. To był wyrok. Bywało też łatwiej, ale faworytami w starciu z Panathinaikosem (dwa razy), Szachtarem Donieck, Anderlechtem czy Fiorentiną (lata 90-te to apogeum ligi włoskiej) raczej nie byliśmy. Niemniej dzięki tzw. "Reformie Platiniego" obowiązującej od sezonu 2009/10 o awans było prościej. Do słynnego Francuza można mieć wiele zastrzeżeń (buta, korupcja), ale za to rozwiązanie systemowe winniśmy go "całować po rękach". Aczkolwiek i tego nie wykorzystaliśmy, przynajmniej do tej pory... I tak płynnie przechodzę do drugiego aspektu niemocy, czyli braku charakteru. Ciężko inaczej wytłumaczyć klęski Wisły Kraków z Panathinaikosem i APOELEM. Gdy rozbiliśmy (3:1) u siebie Greków, wydawało się że rewanż będzie tylko formalnością. Do połowy był bezbramkowy remis z mądrą grą klubu z dawnej stolicy Polski. Jednak Olisadebe dał nadzieje gospodarzom i szybko zrobiło się 0:2. Piękna bramka Radka Sobolewskiego w ostatnim kwadransie wydawała się "podcinać skrzydła" naszym rywalom. Błąd! Pokazali "ikrę", której nam zabrakło. W ostatnich minutach trafili trzecią bramkę, a w dogrywce zdobyli jeszcze jedną. No i Cypryjczycy, z którymi wygraliśmy pierwszy mecz 1:0, acz gra była nazbyt przeciętna. Rewanż był wielkim zawodem i znów zabrakło kilku minut, choć mentalnie byliśmy znacznie słabsi od swych przeciwników. Wreszcie Legia i ich dwumecz z rumuńską Steauą Bukareszt. Co ze świetnego remisu na wyjeździe (1:1), skoro pogrzebaliśmy swoje szanse w pierwszych minutach drugiego spotkania, w którym przegrywaliśmy już 0:2. Pora z tym skończyć!
Do Dundalk należy podejść z szacunkiem, ale bez bojaźni. Powiedzieć, że są oni w naszym zasięgu, to nie powiedzieć nic. Za Legią przemawia chyba wszystko: piłkarska jakość, wartość zawodników, wielkość budżetu, pucharowe doświadczenie oraz siła ligi. Zacisnąć zęby i zap... po murawie i powinno być dobrze. Nie robić wielkich błędów taktycznych i omijać takich sytuacji jak czerwone kartki, rzuty karne i kontuzje. Mam nadzieję, że w stołecznym zespole skończyła się "amatorka" i nie będziemy mieć do czynienia z "Aferą Bereś 2". Mam duże zastrzeżenia do Legii, bo jej forma daleko odbiega od ideału. Gdyby nie skuteczność Nikolicia i bramkarski kunszt Malarza byłoby niewesoło. Ani z Mistrzem Bośnii i Hercegowiny, ani Mistrzem Słowacji szło "Wojskowym" ciężko. Forma zespołu nie była najwyższa. Grali nudną piłkę i z trudem zdobywali bramki. Kucharczyk czasem denerwował swoimi boiskowymi decyzjami, a stoperzy nie stanowili "muru" (Pazdana tłumaczy trud EURO 2016). Pewnie nie pomogło zamieszanie z posadą trenera (Czerczesow) i ubytki kadrowe (Duda, Jędrzejczyk). Co gorsza, w lidze w lidze ich postawa wygląda blado: 5 kolejek i tylko jedno zwycięstwo oraz cztery strzelone gole. Na szczęście nawet to może wystarczyć na Irlandczyków, aczkolwiek dwumecz nie wygra się sam. Decydujący może się okazać pierwszy mecz. Jeśli uzyskamy tam przynajmniej remis, najlepiej bramkowy, to faza grupowa Ligi Mistrzów będzie tuż-tuż. Teoretyzując, gdybyśmy w tym spotkaniu polegli i nie strzelili nawet jednej bramki, sytuacja byłaby dramatyczna. Należy przede wszystkim zwrócić uwagę na bramkostrzelnego napastnika - Davida McMillan, oraz kapitana zespołu - Stephena O'Donnell. Rywale chyba lepiej czują się w ataku, gdyż w ostatnich sezonach ligowych mieli średnią wyraźnie ponad 2,0 (potrafili też wygrać 3:0 z białoruskim BATE Borysów). Przede wszystkim odpowiednia motywacja, spokój i koncentracja na boisku, 100 % swoich umiejętności i walka. Przekonamy się jak będzie już niebawem.
Nie będę udawał - nie jest przesadnym fanem "Legionistów". W mojej osobistej hierarchi nie są na żadnym z czołowych lokat, jednak będę im gorąco kibicował. Tak zresztą czynię podczas rywalizacji polskich klubów na arenie międzynarodowej. Wtedy nie liczą się dla mnie barwy klubowe, a tylko biało-czerwone. Koniunkturalizm? Nie mnie to oceniać i z grubsza mnie to nie obchodzi. Oj będą emocje! Ostatnio nasi futboliści mają "hossę" i to dobry prognostyk. Ponadto Irlandczycy dobrze się nam kojarzą - tak w relacjach międzyludzkich, jak i czysto piłkarskim (pamiętne zwycięstwo 2:1 Reprezentacji Polski w kwalifikacjach Mistrzostw Europy 2016). I jeszcze dające do myślenia daty. Ostatni mecz polskiego klubu w fazie zasadniczej Ligi Mistrzów odbył się 4 grudnia 1996 roku (Atlético Madryt - Widzew Łódź, 1:0). Zaś 23 sierpnia 1995 roku Legia Warszawa zakwalifikowała się do Ligi Mistrzów jako pierwszy polski zespół. Dokładnie 21 lat później zagra na własnym obiekcie rewanż z Dundalk, w roku stulecia istnienia klubu... Historia często się powtarza. Powiem wprost - jeżeli ponownie nie zakwalifikujemy się to będzie to wielka porażka i ogromne rozczarowanie. Tyle na dzisiaj. Dziękuję i obyśmy świętowali za osiem dni byli w wyśmietych nastrojach. Czołem! :-D

czwartek, 28 lipca 2016

(zapis 42) Ksywki znad murawy


Pomysł zajęcia się przydomkami świata futbolu tlił się u mnie od dawna. Pierwotnie chciałem się ograniczyć tylko do ptasich nazw. Dojrzałem jednak do szerszego przedstawienia tego zagadnienia. Jak się okazało przy wertowaniu danych - piłkarskie ksywki to niezwykle bogaty i wdzięczny temat. Czasem aż dziw bierze jak można nazywać piłkarską drużynę. Na brak inwencji w tej materii nie powinno się narzekać. Postanowiłem sporządzić zestawienie tych najoryginalniejszych. Posiadanie "genu sportowej rywalizacji" doprowadziło do przydzielenia im miejsc. Tradycyjnie zapraszam już do miłej lektury i owocnej zabawy!
Kilka moich przemyśleń zanim przejdę do clou. Osób przystępujących do pisania prac dyplomowych zachęcam skierować wzrok ku boiskowym pseudonimom. Pole do popisu jest tu ogromne. Dobrze byłoby kompleksowo zająć się ich etymologią (pochodzeniem nazwy), zakresem przedmiotowym (czyt. tego czego przydomki dotyczą) i samymi twórcami. Jako, że naukowcem nazwać się nie mogę, to i podszedłem do zadania powierzchownie. Może jestem trochę leniwy :) Bardzo popularne jest nadawania zwierzęcych przezwisk. Nic tak nie podnosi morale jak nawiązywanie do drapieżników. Nie zaskakuje więc wysyp "Lwów", "Tygrysów", "Rekinów", "Lisów", "Orłów" itd. Niezwykle cenione jest ptactwo. W Europie (najbardziej środkowo-wschodnia) orle ksywki są powszechne. W sumie to nie dziwi, gdy uzmysłowi się jak wielką estymą ten majestatyczny ptak jest darzony (często umieszcza się go na godłach państwowych). Specyfika miejsca zamieszkania też ma swoje znaczenie. Jeśli dany klub znajduje się nad morzem, w mieście portowym to z łatwością powstają "Mewy" i "Delfiny". Zauważalną praktyką reprezentacji małych krajów wyspiarskich jest posiłkowanie się nazwami ryb. Poza fauną jest jeszcze flora. Roślinne imiona nie należą do rzadkich. Przodują chyba kwiaty, lecz napotkać można również na drzewa, owoce tudzież warzywa. Popularne są także kolory. Mianowanie poszczególnych ekip wynika wprost z barw ich strojów czy herbów. Do tego dochodzi ich zależność z terminologią zwierzęcą czy roślinną. Dla przykładu: zespół grający w żółtych koszulkach staje się "Kanarkami". Kolejnym widocznym motywem jest sfera mitów i bytów abstrakcyjnych. W tym zakresie pojawiają się stworzenia wynikająca z legend (smoki, latające konie) czy produktów kultury masowej (smerfy). Nie przedłużając, tylko wymienię inne obszary "żerowania". Są nimi: zawody i klasy społeczne, przedmioty, zjawiska atmosferyczne, emocje, osoba sponsora oraz inne. Osobliwym przypadkiem na jaki trafiłem jest...wypowiedź trenera sprzed wieku czy pseudonim wynikający z roślinności jaka rosła na polu, zanim zamieniono je na boisko piłkarskie. I nieco o źródłach powstawania. Są nimi kibice danego zespołu bądź fani rywali (przynajmniej w ujęciu wtórnym). Żadna ksywka nie utrzyma się w obiegu, jeżeli nie zostanie przyswojona przez szerokie masy. Zakończę na takiej oto oczywistości.

Lokata nr 50    Bobry
FC Paços de Ferreira ..... klub z Portugalii
Są to fajne gryzonie: robią tamy i tną zębami drzewa niczym piła. Niemniej z piłką nożną nic nie mają wspólnego. Wpada w ucho

Lokata nr 49    Dęby
Real Oviedo ..... klub z Hiszpanii
Niby dęby kojarzą się dobrze (siła, wielkość), jednak z drzewami jest pewien kłopot. Zawsze można zażartować, iż piłkarze grają jakby mieli drewniane nogi

Lokata nr 48    Bandyci
NK Domžale ..... klub z Słowenii
Bez komentarza :)

Lokata nr 47    Pekin
IFK Norrköping ..... klub z Szwecji
To fajna historia. Wiele już lat temu pewien uznany szwedzki podróżnik miał w szkole w Norrköping wykład ze swojej wyprawy po Chinach. Mówił wówczas o dwóch chińskich stolicach - Pekinie (na północy) i Nankinie (na południu). Miejscowi przełożyli to własną sytuację. Otóż, Norrköping ("Północne Miasteczko") leży kilka kilometrów od Söderköping ("Południowe Miasteczko")

Lokata nr 46    Kardynałowie
Independiente Santa Fe ..... klub z Kolumbii
Osobliwy pseudonim, acz logiczny jeżeli pozna się kilka informacji. Klub od swego zarania bardzo utożsamiał się z religią katolicką. Nazwa "Santa Fe" z języka hiszpańskiego oznacza dosłownie "Świętą Wiarę", a dawny herb klubu posiadał krzyż

Lokata nr 45    Chłopcy Chłopcy
RPA ..... reprezentacja kraju
Jeden z bardziej znanych przydomków futbolowego środowiska, którego rozpoznawalność jeszcze bardziej wzrosła dzięki organizacji Mistrzostw Świata 2010

Lokata nr 44    Nuklearni
NK Krško ..... klub z Słowenii
W mieście ulokowana jest elektrownia atomowa

Lokata nr 43    Wulkaniczna Drużyna
Deportivo Pasto ..... klub z Kolumbii
Miasto Pasto leży u podnóża najbardziej aktywnego w Kolumbii wulkanu

Lokata nr 42    Wzór do Naśladowania
Al-Fateh SC ..... klub z Arabii Saudyjskiej
Nie mogłem powinąć tej ksywki w dzisiejszym rankingu. Wręcz uszy bolą od drętwości oraz pompatyczności tej nazwy (być może to wina tłumaczenia)

Lokata nr 41    Miedziowe Kule
Zambia ..... reprezentacja kraju
Zambia jest jednym z ważniejszych eksportów miedzi na świecie. Drugi komplet strojów mają właśnie w kolorze tego cennego metalu

Lokata nr 40    Zielone Brzuszki
León ..... klub z Meksyku
Wywołuje on u mnie serdeczny uśmiech. Przydomek pochodzi od koloru koszulek

Lokata nr 39    Smogowcy
Middlesbrough FC ..... klub z Anglii
Termin wymyślony przez sympatyków Sunderland AFC i nawiązuje do zanieczyszczonego środowiska (smog). Początkowy negatywny wydźwięk z czasem zaś ewoluował i obecnie w Middlesbrough traktuje się to słowo jak najbardziej melioratywnie

Lokata nr 38    Dinozaur
Hamburg SV ..... klub z Niemiec
A może lepiej Gad? :D

Lokata nr 37    Tęcze
Tarxien Rainbows FC ..... klub z Malty
Tęcze są piękne, ale jako ksywka brzmią śmiesznie

Lokata nr 36    Koryfeny
Dorados de Sinaloa ..... klub z Meksyku
Mam słabość do tego przypadku. Za symbol klubu obrano koryfeny - gatunek drapieżnych ryb. Zwane Złotymi Makrelami charakteryzują się dużymi gabarytami i pionowym czołem. A ponadto ich przysmakiem są...latające ryby!

Lokata nr 35    Wielki Dziadek
Ceará SC ..... klub z Brazylii
Latynosi mają poczucie humoru

Lokata nr 34    Toffi
Everton FC ..... klub z Anglii
Słodko. Ksywa wzięła się od ulokowanego w pobliżu stadionu sklepu ze smakołykami

Lokata nr 33    Koniki Morskie
AC Cesena ..... klub z Włoch
Stworzenia sympatyczne, ale zbyt anemiczne jak na warunki sportowe. Ponadto samce rodzą młode... Ceseńczyków usprawiedliwia tylko blisko położony Adriatyk

Lokata nr 32    Włóczędzy
Zenit Petersburg ..... klub z Rosji
Rosjanie mają dość specyficzny gust (potwierdzą to czołowe lokaty niniejszej klasyfikacji). Wymyślili go kibice rywali i dotyczy zdobycia przez klub krajowego mistrzostwa w 1984 roku. Włodarze postawili na nietuzinkową formę promocji sukcesu, a chodzi o...torby (tak też są określani) z napisem "Zenit - Mistrz". Były poręczne, zrobione z tworzywa PCV i jak na tamte czasy nowoczesne. Wyprodukowano ich z jakiś milion i mieszkańcy miasta nosili je ochoczo. Torby miały być idealne dla lokalnych bezdomnych, w których mogli trzymać swój dobytek. W innej wersji miano to nadali im Moskwiczanie, którzy to rozpoznawali przybyszy po skromniejszym odzieniu i upojeniu alkoholowym. Pojawia się jeszcze motyw podróżowania owych kibiców na wyjazdowe mecze pociągiem

Lokata nr 31    Wiertło
Atlético Banfield ..... klub z Argentyny
Bojowo brzmi. Pomysłodawcą był jeden z dziennikarzy gazety "El Pampero", zachwycony nadspodziewanie dobrą grą zespołu. Atlético doczekało się zdolnej generacji piłkarzy w latach 40-stych ubiegłego wieku. W 1944 roku spadli z ligi, lecz zdołali powrócić do niej już dwa lata późnej. "Przewiercali" boiskowych przeciwników (przede wszystkim na własnym obiekcie, odnosząc zwycięstwa we wszystkich dwudziestu spotkaniach)

Lokata nr 30    Drużyna z Krainy Ognia
Azerbejdżan ..... reprezentacja kraju
To kaukaskie państwo jest nazywane "Krainą Ognia". Chociażby z jednego powodu zwrot wydający się pasować jak ulał. Na jego terenie występują ogromne ilości ropy naftowej, jaka potrafiła nawet bez ludzkiej ingerencji wydobywać się na zewnątrz skorupy ziemskiej. "Czarne złoto" ulega samozapłonowi i stąd wielce oryginalny krajobraz

Lokata nr 29    Tarcza Jego Wysokości
Suazi ..... reprezentacja kraju
Barwny przydomek. Suazi to bardzo mały afrykański kraj, na czele którego stoi król. Także w dewizie państwowej czuć respekt dla idei obronności („Jesteśmy twierdzą”)

Lokata nr 28    Grabarze
Chacarita Juniors ..... klub z Argentyny
Wieje chłodem. Przezwisko ma dość prozaiczne podłoże - stadion leży nieopodal cmentarza (zresztą największego w kraju)

Lokata nr 27    Osiołki
SSC Napoli ..... klub z Włoch
Owa nazwa przylgnęła do drużyny z Neapolu po ligowych "wyczynach" piłkarzy z sezonu 1926/27. Statystyki są porażające. Z 18 meczów uciułali tylko punkcik, stracili aż 61 goli i tylko z przyczyn pozasportowych uniknęli degradacji z rozgrywek. Pogardliwe miano w następnych latach przypadło do gustu sympatykom zespołu. Osioł urósł do rangi symbolu, wypierając konia

Lokata nr 26    Smerfy
Łokomotiw Płowdiw ..... klub z Bułgarii
Przypomina się okres dzieciństwa. W tym przypadku trudno coś rzetelnego powiedzieć. Ani barwy, ani godło klubowe nawet nie posiadają niebieskiego motywu. Nic mi nie wiadomo o związkach ze służbami policyjnymi ;)

Lokata nr 25    Rękawicznicy
Yeovil Town FC ..... klub z Anglii
Miasto słynęło z produkcji rękawic. W zasadzie miejsce to można traktować za zbiorowe, ponieważ przydomków opierających się na zawodzie (stanowisku pracy) jest "zatrzęsienie". Jako wizytówkę wybrałem właśnie to, uznając za atrakcyjne i dla piłki abstrakcyjne

Lokata nr 24    Balon
Atlético Huracán ..... klub z Argentyny
Nietypowe miano, co? Jeszcze bardziej nietypowa jest geneza jego powstania. Klub jest jednym wielkim hołdem dla legendarnej postaci Jorge Newbery, jednego z prekursorów latynoamerykańskiej aeronautyki (lotnictwa). Nazwa drużyny wzięła się od balonu (na rozgrzane powietrze, taki z koszem) o imieniu "Huracán", na którym pobito kontynentalny rekord długości i odległości lotu tym środkiem transportu

Lokata nr 23    Żółwie
Terengganu FA ..... klub z Malezji
Nie powiem, bo stworzenia te mają "pozytywną markę". Niemniej z uwagi na nader niską ruchliwość jest słabym symbolem dla piłkarzy. Istnieje jednak skrajniejszy przypadek...

Lokata nr 22    Czerwone Robaki
Argentinos Juniors ..... klub z Argentyny
Termin powstał ponad 50 lat temu, kiedy klub awansował do najwyższej ligi. Będąc takim "średniakiem", grał na tyle ambitnie przed własną publicznością, aż stanowił poważne wyzwanie nawet dla najsilniejszych zespołów w kraju. Koszulki w jakich grają zawodnicy są wiadomego koloru

Lokata nr 21    Żółta Gorączka
Chorrillo FC ..... klub z Panamy
W medycynie mówi się na nią także żółta febra, występuje w strefie okołorównikowej i rozprzestrzeniana jest przez komary. Tyle informacji technicznych. Panama udowadnia, że nawet stan chorobowy nadaje się do tytułowania drużyny piłkarskiej. Pomysł ten mógł nasuwać się intuicyjnie - pierwszy komplet klubowych strojów jest całkowicie żółty

Lokata nr 20    Krewetki
Morecambe FC ..... klub z Anglii
"Wpada mi w ucho" ta nazwa. Krewetki są cenione przez miłośników kuchni i tyle mam o nich do powiedzenia. Rejon Morecambe jest miejscem połowu tych stworzeń oraz słynie z dania na ich podstawie - krewetki doniczkowe. W klubowym herbie ulokowano zaś jeden egzemplarz omawianego przedstawiciela owoców morza

Lokata nr 19    Świnia
SE Palmeiras ..... klub z Brazylii
Ten obraźliwy termin był kierowany po Drugiej Wojnie Światowej wobec Włochów (i ich potomków) zamieszkałych w São Paulo. Do Palmeiras przylgnęło po wydarzeniach sprzed kilkudziesięciu lat. Dwóch graczy Corinthians uległo śmiertelnemu wypadkowi i klub chciał zatrudnić dodatkowych piłkarzy. Wymagana była jednak jednogłośna zgoda pozostałych uczestników ligi. Jedynie włodarze Palmeiras zaprotestowali. Gdy obie ekipy grały ze sobą mecz, kibice rywali wypuścili na murawę właśnie świnię

Lokata nr 18    Stonki
Alemannia Aachen ..... klub z Niemiec
Niemcy są znani z pedantyzmu do ziemniaków oraz ich odmian. Przede wszystkim jednak kolorystyka koszulek (żółto-czarne), która upodabnia piłkarzy do tych owadów

Lokata nr 17    Owcze Głowy
FC Dordrecht ..... klub z Holandii
Tak też nazywani są mieszkańcy miasta. Przydomek oparty jest na ludowej gawędzie. Kilka wieków temu opodatkowano zakup mięsa i bydła. Dwóch łebskich mężczyzn, pragnących uniknąć płacenia opłat, miało wpaść na niecodzienny pomysł. Plan był taki, ażeby kupić owcę poza miastem i w drodze powrotnej przebrać ją za człowieka. Wszystko szło świetnie do czasu znalezienia się w bramie miasta, kiedy zwierzę zaczęło beczeć. Historię upamiętnia pomnik oraz wypiekane ciasteczka

Lokata nr 16    Koń Tysiąca Mil
Korea Północna ..... reprezentacja kraju
Wynika z popularnej w tamtym rejonie świata legendzie skrzydlatego konia

Lokata nr 15    Wielka Ropucha
Mogi Mirim ..... klub z Brazylii
Blady strach padł na wszystkie...muchy w okolicy :D Wybaczcie mój "rechot", ale trudno o inną reakcję

Lokata nr 14    Zielone Pastwisko
Boliwia ..... reprezentacja kraju
Kręcę głową z niedowierzaniem. Potrzeba tu jednak weryfikacji, gdyż wystarczających informacji czy to ich rzeczywisty przydomek nieco brak. Boliwijczyków przede wszystkim określa się mianem "Zielonych", lecz spotkać się można także z wyróżnioną wersją

Lokata nr 13    Ślimaki
Deportivo Maipú ..... klub z Argentyny
No i żółwie zostały "przegonione" :D

Lokata nr 12    Trąd
Newell's Old Boys ..... klub z Argentyny
Na początku dwudziestego wieku pojawiła się idea zorganizowania meczu charytatywnego na rzecz osób chorych na trąd, przebywających w szpitalu w Rosario. W tej inicjatywie mieli wziąć udział dwie lokalne drużyny: Newell's Old Boys oraz Central. Na zaproszenie od razu pozytywnie odpowiedziała pierwsza z nich i stąd niecodzienny pseudonim. Ich starzy konkurenci nie byli jednak aż tak radzi z tego pomysłu, co zaowocowało niepochlebnym mianem "Łajdaka"

Lokata nr 11    Krowy
Vissel Kobe ..... klub z Japonii
Brzmi śmiesznie. Biało-czarne pasy zawarte w klubowym herbie mają coś z krasul, wolno przeżuwających trawę na polskich łąkach

Lokata nr 10    Twój Tata
Junior ..... klub z Kolumbii
Fajna zbitka słowna. Twórcą terminu jest Edgar Perea - słynny w Kolumbii komentator sportowy (odpowiednik naszego Jana Ciszewskiego). Zmarły w kwietniu tego roku, mając niespełna 82 lata, prywatnie był gorącym fanem klubu

Lokata nr 9    Pióra
Krylja Sowietow Samara ..... klub z Rosji
W tytule klubu znajduje się wyraz "skrzydła" i...jest krótkie wytłumaczenie. Założony w czasie Drugiej Wojny Światowej z inicjatywy państwowego przemysłu lotniczego

Lokata nr 8    Mięso
Spartak Moskwa ..... klub z Rosji
I Rosja raz jeszcze. Ten śmiały pseudonim narodził się wtedy, gdy klub był silnie związany ze środowiskiem rzeźniczym, przyjmując nawet nazwę jednego z zakładów mięsnych (w sezonie 1925/26). Kibice rywali nie mają litości i stąd określenia pokroju "Świnia" oraz "Chlew". Pomijając ewentualne uwarunkowania kulturowe i tradycję piłkarską - istotna wydaje się być całkiem niezależna postawa Spartaka względem władz państwowych. Klub wychodził od społeczeństwa i cieszył się ogromną popularnością (chyba wiele nie zmieniło się w tym aspekcie). Rządowi nie podobało się to, dla którego stał się jakimś zagrożeniem. Inne stołeczne drużyny sponsorowane były przez państwowe agendy (CSKA przez armię, natomiast Dynamo -> policję) i niechęć z tamtej strony nie powinna dziwić

Lokata nr 7    Kapryśna Diva
Eintracht Frankfurt ..... klub z Niemiec
Trochę słodki, trochę gorzki. Początek lat 90-tych ubiegłego stulecia charakteryzował się bardzo rozchwianą postawą zespołu. Byli zdolni poradzić sobie z krajowymi potentatami, aby następnie przegrać z drużynami potencjalnie słabszymi od siebie. Ponadto przydomek ma odnosić się do słabego zarządzania klubem przez dawne władze (m.in. zamieszanie z utalentowanym Lajosem Détári)

Lokata nr 6    Bezpańskie Psy
Filipiny ..... reprezentacja kraju
Mocny przykład. Gwoli bycia precyzyjnym, należy mówić o "Ulicznych Psach", lecz sens jest wielce podobny. Dlaczego tak nazwano drużynę? Nie mam pomysłu. Z perspektywy Europejczyka brzmi to niezbyt przekonująco

Lokata nr 5    Zabójcy Szczurów
Estudiantes La Plata ..... klub z Argentyny
Bardzo dawno temu pewien gorący zwolennik klubu (niejaki Felipe Montedónica) parał się "likwidowaniem" gryzoni, wszechobecnych wtedy na miejskim rynku. W efekcie otrzymał efektywną ksywkę, która z czasem przeszła na drużynę. Druga wersja mówi natomiast o osobach studiujących medycynę, których część związała się z zespołem piłkarskim. Prosta sprawa: nierzadko pracowali na szczurach w laboratorium

Lokata nr 4    Niebieskie Palce
PEC Zwolle ..... klub z Holandii
Dlaczego tak? Efekt skrupulatnego liczenia gotówki! W 1682 zawaliła się kościelna wieża i postanowiono sprzedać dzwony sąsiadom z Kampen. Holenderskie skąpstwo jak widać to nie tylko stereotyp. W Zwolle martwili się, ażeby nowi właściciele zbytnio się nie obłowili, więc bardzo wygórowali swoje żądania cenowe. Druga strona przyjęła te warunki. Po odebrania dzwonów okazało się, że są one bardzo zniszczone (nie nadawały się do użytku). Kampen wymyśliło cwaną nauczkę. Należną kwotę wypłacono bowiem w monetach o "skromnym" nominale - duitach. Wątpiąc w uczciwość swoich partnerów handlowych, reprezentanci Zwolle gruntownie przeliczyli wielką ilość pieniędzy. Miedź, z której duity wyprodukowano, pozostawiła na ich dłoniach specyficzny ślad

Lokata nr 3    Słodkie Ziemniaki
Puebla FC ..... klub z Meksyku
:D Nie ma rady i musi być podium :D

Lokata nr 2    Latające Osły
Chievo Werona ..... klub z Włoch
Hmm...brzmi to abstrakcyjnie. Pseudonim zawdzięczają kibicom "rywala zza miedzy" i powstał jakieś 20 lat wstecz. Gdy obie drużyny rywalizowały ze sobą na zapleczu ligi, to z trybun dochodziły głośne drwiny: „Osły zaczną latać, jak zagramy derby w Serie A!”. No cóż, historia lubi zaskakiwać - doszło do nich już w sezonie 2001/02. Brak pokory zaś nie popłaca, bo obecnie Chievo gra wśród najlepszych ekip w kraju, a ich wielki przeciwnik doznał spadku

Lokata nr 1    Wieszacze Małp
Hartlepool United FC ..... klub z Anglii
Oto lider. Nazwa odnosi się głównie do samych mieszkańców i rzekomo dotyczy wydarzeń sprzed około 200 lat. W wojennej zawierusze u wybrzeży Hartlepool rozbił się francuski okręt. Jedynym ocalałym miała być małpa odziana we francuski mundur. Przesłuchano zwierzę, które nie było "zbytnio rozmowne". Uznano je ostatecznie za...wrogiego szpiega! Nie było innego wyjścia i małpę uśmiercono na plaży

Dla spragnionych większej dawki sporządziłem listę 250 pseudonimów, obejmującą co do zasady państwa ze wszystkich stron ziemskiego globu. Nie znajdziecie jednak żadnego przykładu z Ameryki Północnej. Powód jest prosty -> miałkość dostępnego materiału. Kibice w USA nie popisali się zbytnio i nadawali swoim pupilom bardzo nudne nazwy. Zawód ogromny, bo gama przydomków w innych sportowych konkurencjach (m.in. koszykówka, futbol amerykański) jest bardzo szeroka i atrakcyjna. Widocznie wszystko co najlepsze poszło tam i tu brakło. Niemniej, dopisała Ameryka Łacińska i Azja. Przed pożegnaniem malutka dygresja z mojej strony. Jak na razie zawieszam okresowe artykuły o wybitnych bramkach. Wszakże mam w planie inne, w mojej opinii bardzo fajne tematy do napisania. Jak będzie pokaże przyszłość. Miło było. Czołem! :-)